Wiele osób szuka miłości, partnera, z którym chciałoby budować piękną przyszłość. Niestety nie mamy większego wpływu na uczucia drugiej osoby, a samotnie trudno doświadczyć wymarzonego szczęścia. Każdy z nas widzi w zakochaniu piękne emocje, cudowny czas i poczucie, że życie nabiera szczególnego sensu.
Obecnie grosik na szczęście dołącza się do prezentu jakim jest portfel. Standardowo jest to jeden grosik, jednak powinno dawać się ich kilka, aby nie kusić bankructwa. Moneta ma gwarantować dobrobyt i ciągłe zapełnienie portfela pieniędzmi. 2. Zielona koniczyna. Prawdopodobnie najbardziej światowy symbol szczęścia.
Carlos Ruiz Zafón. „Ktoś kiedyś powiedział, że w chwili, kiedy zaczynasz zastanawiać się, czy kochasz kogoś, przestałeś go już kochać na zawsze.”. „Każde głębsze uczucie prowadzi do cierpienia. Miłość bez cierpienia nie jest miłością.”.
Osiecka kusiła, czarowała, a potem odchodziła. „Agnieszka potrzebowała samca alfa. Jak facet okazywał się za słaby psychicznie albo intelektualnie niedojrzały czy nieszczęśliwy, to taki związek nie miał racji bytu”, mówi w rozmowie z Bartoszem Pańczykiem dla Faktu Katarzyna Gartner, przyjaciółka Osieckiej. Dlaczego poetka
Występujący w "Barwach Szczęścia" discopolowiec Konrad Skolimowski postanowił odnieść się do stawianych mu na Instagramie zarzutów. Internauci byli ciekawi, dlaczego jeszcze nie
Nie zgadniesz dlaczego! Data utworzenia: 19 czerwca 2020, 12:33. Zofia Zborowska, po trzech latach grania w popularnym serialu "Barwy szczęścia", postanowiła odejść z serialu. Choć wątek
Sprawdź dlaczego niektórzy nie mają szczęścia w miłości i co można zrobić by temu zaradzić? ---Zapraszam do subskrybowania, komentowania i zostawiania lajków
ZETnr. fot. Adobe Stock, Soloviova Liudmyla Kiedy oglądam swoje zdjęcia, na których mam kilka lat, to widzę śliczną, szczęśliwą dziewczynkę – roześmianego aniołka, siedzącego na rękach u mamy albo u taty. Byłam dzieckiem wyczekanym i bardzo kochanym, a moi rodzice pobrali się z wielkiej miłości. Poznali się jeszcze w liceum i podobno od razu wiedzieli, że są sobie przeznaczeni. Mam z tego okresu mnóstwo zdjęć. Nie szkodzi, że są czarno-białe i amatorskie. Bije z nich radość, więc dla mnie mienią się wszystkimi kolorami tęczy. Rodzice są na nich przytuleni, wpatrzeni w siebie. Takimi ich pamiętam, bo chociaż tata odszedł, kiedy miałam pięć lat, to do dzisiaj słyszę w głowie jego pełen miłości głos. Był żartownisiem, cały czas rozśmieszał mamę. Po jego śmierci chyba już nigdy nie śmiała się tak beztrosko. Nic dziwnego – została ciężko doświadczona przez los. Mama próbowała zastąpić mi ojca Choroba taty spadła na nich oboje zupełnie niespodziewanie. Rak płuc, nieoperacyjny. Nie potrafili zrozumieć, dlaczego na nią zapadł, bo nigdy przecież nie palił. Okazało się, że jako dziecko mieszkał w okolicy, w której stała fabryka wypuszczająca w powietrze kłęby rakotwórczych substancji. Specjalnie zbudowano ją poza miastem, w okolicy, w której stało niewiele domów. Niestety, w jednym z nich mieszkał mój ojciec. Już wtedy z jego płucami zaczęło się dziać coś niedobrego, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Pochodził ze wsi; tam się dzieciom nie robiło badań, tak jak miastowym. Nikt się dzieciakami zbytnio nie przejmował. Tata po prostu ganiał całymi dniami z kolegami po „świeżym” powietrzu, i to było „zdrowo”. Potem także, niestety, nigdy o siebie przesadnie nie dbał. Nie miał odpowiednich przyzwyczajeń – nie przywykł regularnie chodzić do lekarza. Poza tym przecież długo czuł się dobrze – rak płuc często długo nie daje żadnych objawów, a kiedy się pojawią, często jest już za późno. Rodzice byli zszokowani diagnozą i faktem, że muszą się rozstać na zawsze. Mam ich ostatnie zdjęcie – tata, wymizerowany, półleży na szpitalnym łóżku, mama się do niego przytula. Doskonale wiedzą oboje, że to ich pamiątkowe, pożegnalne ujęcie. Uśmiechają się na nim, ale tylko ustami. Ich oczy są przeraźliwie smutne, pełne łez. Pamiętam pogrzeb, chociaż miałam wtedy tylko pięć lat. Wszyscy byli ubrani na czarno i płakali. Czułam przedziwny niepokój i chciałam wiedzieć, kiedy mój tata w końcu wstanie z tego dziwnego zamykanego łóżka, które bardziej przypomina szafę. Ale bałam się o to zapytać. Zostałyśmy z mamą same i ona ze wszystkich sił starała się wynagrodzić mi brak taty. Nauczyła się prowadzić samochód, chociaż jeszcze do niedawna utrzymywała, że za nic w świecie nie usiądzie za kółkiem. Zrobiła to tylko po to, aby zabierać mnie na wycieczki, tak jak kiedyś tata. On zawsze tęsknił za wsią i kiedy tylko mógł, wywoził nas z miasta. Do lasu, na łąkę. Teraz nie tylko tym, ale także naprawianiem mojego rowerka musiała się zająć mama. Pamiętam, jak się kiedyś męczyła, gdy próbowała zdjąć przebitą dętkę. Tata by tak zrobił, więc ona też. Śmiało mogę powiedzieć, że łączyła nas przyjaźń. I chociaż mama była prześliczna i dobra, nigdy nie myślała o innych mężczyznach. A przecież na pewno nie miałaby problemu z ponownym wyjściem za mąż. Wokół niej kręciło się wielu adoratorów. Niektórych nawet bardzo lubiłam, bo kupowali mi ładne zabawki. Dzisiaj wiem, że w ten sposób, przez hołubienie mnie, próbowali zaskarbić sobie uczucie mojej mamy. – Na to będzie jeszcze czas, teraz muszę zająć się wychowaniem Oli – powtarzała mama wszystkim, którzy się dziwili, że nie może sobie znaleźć drugiego męża. A ja wiedziałam, że po prostu bardzo tęskni za tatą. Obie za nim tęskniłyśmy, i to nas jeszcze bardziej ze sobą łączyło. Byłam bardzo związana z mamą i strasznie się bałam, że w moim życiu może jej zabraknąć. Jedno z rodziców już przecież straciłam i wiedziałam, co to znaczy. Los jednak nie mógł być tak niesprawiedliwy, aby zabrać mi drugie, prawda? Nieprawda… Pewnego dnia, a było to na dwa miesiące przed moimi dziesiątymi urodzinami, mama wróciła od lekarza cała zapłakana: – Jestem chora. Bardzo. Ale będę walczyć i zrobię wszystko, aby wyzdrowieć. Okazało się, że ma raka piersi. Jej choroba trwała miesiącami, mama była nią wymęczona. Pamiętam, że bardzo pomagała nam wtedy ciocia, siostra mamy. Przyjeżdżała do nas, na jakiś czas nawet z nami zamieszała, chociaż jej mąż nie był tym zachwycony. Kiedy mama zmarła, ciocia chciała mnie adoptować, tylko wujek się nie zgodził. Ostatnie miesiące choroby mamy to była dla mnie straszna trauma, bo jedyna najbliższa mi osoba na świecie leżała w szpitalu, i najczęściej była nieprzytomna. Kiedy odwiedziłam ją po raz ostatni, nawet mnie nie poznała. Kilka godzin później moja kochana mamusia już nie żyła. Trzeba przyznać, że dobrze trafiłam Niewiele pamiętam z dni po jej pogrzebie. Znalazłam się w domu dziecka, co było dla mnie kolejnym przeżyciem, ale tak naprawdę nie obchodziło mnie za bardzo, co się ze mną dzieje ani co się dalej stanie. Wiedziałam, że jestem sierotą, ale nie rozumiałam, że to ma swoje prawne konsekwencje. Długo stroniłam od innych dzieci. Wolałam siedzieć sama, ukryta gdzieś w kącie. Z czasem jednak zaczęłam rozmawiać z pewnym rodzeństwem, bliźniakami Anią i Tomkiem. Zbliżyłam się do nich pewnie dlatego, że oni także całkiem niedawno stracili rodziców. Zginęli oboje w wypadku samochodowym. Połączyła nas rozpacz, rozumieliśmy się bez słów. Płakałam, kiedy Ania i Tomek zostali adoptowani przez jakąś parę. Dyrektorka ośrodka myślała, że to z zazdrości, że oni znaleźli rodziców, a ja jeszcze nie. Ale to nie była prawda. W tamtym czasie nikt mi nie mógł zastąpić mamy i taty. Nawet o tym nie myślałam. Mimo to gdzieś tam, poza mną, zapadały dotyczące mnie decyzje. Rozgrywała się batalia o moją przyszłość. Z jednej strony moją zastępczą rodziną chciała zostać ciocia, tylko wujek wciąż się na to nie zgadzał. Z drugiej – zgłosiła się moja babcia ze strony ojca. Mało ją znałam, właściwie prawie wcale. Nie wiem, dlaczego tata nie utrzymywał z nią kontaktów, i pewnie się już tego nie dowiem. W sądzie pojawiło się także małżeństwo starające się o adopcję – i to jemu ostatecznie sąd powierzył opiekę nade mną. Oboje dobiegali już pięćdziesiątki i nie mogli mieć swoich dzieci. Starali się o nie do końca, aż lekarze uświadomili im, że nie mają na to najmniejszych szans. A o adoptowaniu niemowlaka nie mogli nawet marzyć, bo byli już na to za starzy. Naprawdę lubiłam ich oboje i myślę, że trafiłam dobrze, bo traktowali mnie jak rodzoną córkę. Dostałam od nich mnóstwo uwagi i miłości, i tylko dzieci w szkole przypominały mi o tym, że jestem adoptowana. Ale choć zapewne na to liczyły, nie raniło mnie to tak bardzo. Te dzieciaki nie rozumiały, że ja nadal kocham swoich prawdziwych rodziców i ci adopcyjni doskonale o tym wiedzą. Przy moim łóżku stały dwie fotografie. Mamy i taty z przeszłości oraz mamy i taty na przyszłość, bo do nich także się zwracałam w ten sposób. Proponowali mi, że mogę do nich mówić, jak chcę, także po imieniu. Ale ja chciałam czuć, że do kogoś znowu naprawdę przynależę. Tak jak inne dzieci. Wróciły dla mnie szczęśliwe dni. Mieszkałam u swoich przybranych rodziców już prawie dwa lata, kiedy na urodziny dostałam prezent – niespodziankę. W pięknie zapakowanym pudełku było mnóstwo słodyczy; wszystkie miały etykietki pisane po niemiecku Był także miś trzymający w łapkach wielkie serce. W pierwszej chwili nie zorientowałam się, od kogo jest ten podarunek. Otworzyłam kolorową kartkę z życzeniami i ze zdumieniem odkryłam, że podpisana jest przez Anię i Tomka. To było wyzwanie, ale nie bali się Te słodycze i miś były od nich! Okazało się, że wraz ze swoimi adopcyjnymi rodzicami wyprowadzili się do Niemiec. Pisali, że w tym obcym kraju czuli się bardzo samotni, mimo że mieli siebie nawzajem. Ciekawi byli także, co się stało ze mną, dlatego postanowili mnie odnaleźć. Przesłali więc list do domu dziecka, w którym się spotkaliśmy, a dyrektorka zapytała moich rodziców, czy może podać rodzeństwu mój adres. Zgodzili się i dzięki temu mogłam nawiązać stały kontakt z moimi przyjaciółmi. Regularnie pisaliśmy do siebie listy, w których zwierzaliśmy się sobie ze wszystkiego. Mnie pierwszej rodzeństwo wyznało, że ich adopcyjni rodzice strasznie się ostatnio kłócą i zamieniają ich życie w piekło. Kiedy adoptowany ojciec zaczął bić Tomka, powiedziałam o tym moim rodzicom. Nie wiedziałam, czy dobrze robię, czy oni potrafią im pomóc, ale nie miałam nikogo innego, komu mogłabym zaufać. A oni bardzo się tym przejęli. Od razu dali znać do ośrodka adopcyjnego, a dowodem w sprawie stały się moje listy, które wymieniałam z rodzeństwem. Sprawy potoczyły się potem dość szybko. Niemiecka policja w porozumieniu z polskimi funkcjonariuszami odebrała Anię i Tomka ich adopcyjnym rodzicom. Ci tłumaczyli się tym, że ostatnio mieli kłopoty finansowe i to one są przyczyną napięć w rodzinie. Ale przemocy to nie mogło przecież w żaden sposób usprawiedliwiać. Ania i Tomek po powrocie do Polski znów trafili do domu dziecka. Było mi ich strasznie żal. Wiedziałam, jak muszą się czuć; przecież ponownie stracili dom. Bardzo prosiłam moich adopcyjnych rodziców, żebyśmy zabierali ich do siebie przynajmniej na weekendy. Zgodzili się na to z ochotą i kamień spadł mi z serca. Uwielbiałam dni, kiedy do nas przyjeżdżali. Ja, jedynaczka, stroniąca na co dzień od dzieci, które lubiły dawać mi do zrozumienia, że jestem inna (czyli gorsza, bo adoptowana) – nagle miałam przy sobie najlepszych przyjaciół, którzy byli dla mnie niczym rodzeństwo. W weekendy rozkwitałam, co nie uszło uwadze moich rodziców. Nie słyszałam, jak się między sobą naradzają, trzymali to w tajemnicy. Ale pewnego dnia okazało się, że wystąpili o adopcję Ani i Tomka! Dyrektorka ośrodka trochę się im dziwiła. – Na pewno sobie państwo poradzicie z trójką? Nie jesteście już młodzi… – powiedziała z powątpiewaniem. – To nieważne. My kochamy te dzieci – oświadczyli oboje i to samo powtórzyli podczas rozprawy adopcyjnej. Sąd na szczęście im uwierzył. I tak Ania i Tomek zamieszkali ze mną i stali się moim rodzeństwem. Zżyliśmy się bardzo, każde z nas za pozostałe skoczyłoby w ogień. Dzisiaj, kiedy to wszystko wspominam, nie mogę się nadziwić, ile złych i dobrych niespodzianek zgotował mi los już w pierwszych latach mojego życia. Najpierw byłam jedynaczką, potem sierotą, by w końcu znaleźć się w rodzinie z trójką dzieci. I choć bywało trudno, miłości mi nie brakowało. Czytaj także:„Sąsiedzi śmiali się, że kobieta-sołtys nic nie wywalczy dla naszej wsi. Postanowiłam udowodnić niedowiarkom, że się mylą”„Teściowa obrzydziła mojej żonie macierzyństwo. Codziennie wytykała jej błędy i tłukła do głowy, że jest beznadziejną matką”„Nie chciałam żyć na kocią łapę, więc postawiłam facetowi ultimatum: ślub albo rozstanie. Jego odpowiedź mnie zaskoczyła”
Nie mam szczęścia w miłości-dlaczego? Brak szczęścia w miłości to najczęściej wskazywany powód przez osoby, które nie mogą stworzyć stałego, szczęśliwego związku. Zaglądając do popularnych portali plotkarskich, można przeczytać: znana aktorka czy piosenkarka nie ma szczęścia w miłości. Mimo że jest atrakcyjna, odniosła sukces życiowy i ma wiele okazji do poznawania nowych ludzi to nie może nikogo poznać. Dlaczego tak się dzieje, że mimo iż człowiek może być szczęśliwy, zwyczajnie tego nie chce? To, w jaki sposób łączą się ludzie, jest bardzo schematyczne. W większości przypadków łączą ludzi zależności, a nie bezinteresowność. Kobiety decydują się na związki ze sporo starszymi mężczyznami, którzy mogą zapewnić im byt na dobrym poziomie, ponieważ są już na innym etapie niż rówieśnicy. Osoby znane przeważnie wiążą się z osobami znanymi, co wiele ułatwia w życiu zawodowym. Wiele osób łączy się według statutu zawodowego czy materialnego. Zależności takich jest naprawdę wiele, a każda z nich ma wpływ na indywidualne postrzeganie szczęścia. Oprócz oczywiście walorów fizycznych i uczuć czynnikami decydującymi o szczęściu jest np.: statut materialny. Widać to po związkach pomiędzy celebrytami czy aktorami. Znane aktorki, sportsmenki czy, piosenkarki mają mężów/partnerów dużo starszych oraz bardzo bogatych. Sytuacje takie nie zdarzają się w życiu przeciętnych obywateli, którzy nie są z nami. Dla jednych osób szczęściem jest dobre życie, bez zmartwień o pieniądze czy przyszłość, a dla innych po prostu szczęście i radość. Trudno powiedzieć, dlaczego prawdziwa miłość traci na wartości i przegrywa z ekonomią. Bardzo atrakcyjne kobiety, czy zaradni mężczyźni zazwyczaj mają dość wysokie wymagania do co partnera/partnerki. Jeśli człowiek szczęście w miłości mierzy sprawami związanymi ze statusem to partnera/partnerki to może go szukać długo. Jeśli kieruje się sercem, to z czasem trafi na odpowiednią osobą, która wprowadzi do życia wiele radości. Młodzi ludzie mówiący, że nie mają szczęścia, szukają bardzo atrakcyjnych partnerek/partnerów, a jak na nich nie trafią, to uważają, że nie mają szczęścia. Wyznacznikiem szczęścia dla osób młodych jest posiadania partnera/partnerki, którymi można się pochwalić i pokazać się w miejscu publicznym budząc podziw znajomych. Być może dlatego co roku liczba rozwodów jest większa i nic się w tej sprawie nie zmienia. Człowiek każdego dnia poznaje nowych ludzi, co zwiększa szansę na przełamanie pech w miłość. Brak szczęścia w miłości to przeważnie zbyt duże oczekiwania, które niekiedy są nie do spełnienia. Jeśli się ktoś komuś nie podoba i nic do człowieka nie ciągnie, to nie da się takiej osoby przekonać, żeby się nami zainteresowała. Na atrakcyjność człowiek wpływa wiele czynników. Każdy człowiek szuka czegoś innego. Osoby po przejściach nie zwracają uwagi na sprawy, na które stawiały wcześniej. Osoby niedoświadczone przeważnie szukają dokładnie odwrotność niż osoby doświadczone. Człowiek, który szuka prawdziwego szczęścia zawsze je znajdzie. Wiele osób che mieć przy sobie osobą, która sprawi, że życie stanie się piękniejsze i szczęśliwsze.
Data utworzenia: 18 kwietnia 2008, 0:00. Na brak zainteresowania wśród kobiet Kuba Wesołowski nigdy nie mógł narzekać. I nie ma się czemu dziwić. Jest przystojny, inteligentny i popularny. Choć był już związany z takimi pięknościami jak Kasia Sowińska czy aktorka Weronika Książkiewicz, żadna nie zawróciła mu w głowie Co jest przyczyną złej passy Igora z "Na Wspólnej"? Mówi się, że częściowo jego chłopięcy charakter. Gdy był w związku z piękną Sowińską, ta narzekała, że Kuba nie myśli poważnie o przyszłości. Do tego był bardzo zazdrosny i zaborczy. To właśnie przez te cechy ich związek się rozpadł. Lekiem na zranione serce po Kasi był dla aktora romans z koleżanką z planu Joasią Jabłczyńską, z którą spotykał się potajemnie. Ale i ten skończył się tak szybko, jak się zaczął. Jednak Kuba nie jest z tych, których miłosne porażki zniechęcają. Poznał o kilkanaście lat starszą od siebie, piękną bizneswoman - Magdę. Zakochali się w sobie bez pamięci i ponoć myśleli nawet o zaręczynach. Jednak i w tym przypadku nie wyszło. Mówiło się, że Wesołowski nie był w stanie sprostać oczekiwaniom inteligentnej, dojrzałej i dobrze sytuowanej kobiety. Dopiero gdy związał się z aktorką Weroniką Książkiewicz (27 l.), wszystko wskazywało na to, że wreszcie znalazł miłość, której szukał. Choć nieżyczliwi nie dawali im szansy, przewidując szybkie rozstanie pary, przez długi czas trudno było spotkać ich osobno. Weronika i Kuba, każdą wolną chwilę spędzali razem. Romantyczne kolacje w restauracjach, wspólne wypady do klubów - tak najchętniej spędzali czas. W końcu zamieszkali razem... Gdy jednak Kuba zaczął już zapominać o swoim fatum, nad jego związkiem pojawiły się czarne chmury. Coraz częściej między aktorską parą dochodziło do kłótni, nie mogli znaleźć wspólnego języka. Rozstali się, ponoć z powodu różnicy charakterów. I choć wciąż są widywani razem, łączy ich już tylko przyjaźń. Czy aktor znajdzie w końcu szczęście w miłości? Od jakiegoś czasu u boku Wesołowskiego często pojawia się piękna brunetka, koleżanka ze studiów. Może z nią w końcu uda się Kubie stworzyć trwały związek...
á â ă ä ç č ď đ é ë ě í î ľ ĺ ň ô ő ö ŕ ř ş š ţ ť ů ú ű ü ý ž ® € ß Á Â Ă Ä Ç Č Ď Đ É Ë Ě Í Î Ľ Ĺ Ň Ô Ő Ö Ŕ Ř Ş Š Ţ Ť Ů Ú Ű Ü Ý Ž © § µ This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn All copies are currently on loan: sygn. (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn All copies are currently on loan: sygn. (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Komorzno No availability information: sygn. This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn There are copies available to loan: sygn. (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn There are copies available to loan: sygn. (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn There are copies available to loan: sygn. (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn All copies are currently on loan: sygn. (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn All copies are currently on loan: sygn. (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia There are copies available to loan: sygn. II Op (1 egz.) This item is available in 2 branches. Expand the list to see details. Wypożyczalnia There are copies available to loan: sygn. I N (1 egz.) Wypożyczalnia Szymonków No availability information: sygn. I N This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn There are copies available to loan: sygn. (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn There are copies available to loan: sygn. (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn There are copies available to loan: sygn. 11/12 (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn There are copies available to loan: sygn. (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn There are copies available to loan: sygn. (1 egz.) This item is available in 2 branches. Expand the list to see details. Wypożyczalnia Wołczyn There are copies available to loan: sygn. (1 egz.) Wypożyczalnia Komorzno No availability information: sygn. This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn There are copies available to loan: sygn. (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn There are copies available to loan: sygn. (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn There are copies available to loan: sygn. (1 egz.) This item is available in one branch. Expand information to see details. Wypożyczalnia Wołczyn All copies are currently on loan: sygn. (1 egz.)
– Swoją książkę kieruję do kobiet, które utknęły w toksycznych bądź niesatysfakcjonujących relacjach i czują, że chcą żyć inaczej, że chcą być szczęśliwe, ale nie wiedzą, co dalej. Do kobiet, które chcą zobaczyć, co to znaczy “miłość od siebie do siebie” i chcą ją budować. Do kobiet, które nie rozumieją, dlaczego mają za sobą wyłącznie nieudane relacje. Do kobiet, które pragną w końcu skoncentrować się na sobie. Do kobiet, które wszystko zaczynają od nowa. – wylicza Magdalena Walczak, autorka poradnika duchowego “Labirynt – Alicja w Krainie Schematów”. Germanistka z wykształcenia, nauczycielka języka niemieckiego z zamiłowania, specjalistka ds. transakcji oszukańczych z zawodu, rozkochana w słowie i metaforach, w ludziach i naturze. Skąd więc pomysł na napisanie książki “Labirynt – Alicja w Krainie Schematów”? Wszystko stało się “samo”. W trudnym momencie mojego życia, jesienią 2017 roku, gdy nie wiedziałam, co dalej, pewna przyjazna dusza powiedziała mi, że mam założyć sukienkę i z gracją zacząć przechadzać się po własnym Labiryncie, ale, że jednocześnie mam spisać ten czas w instrukcje – w pamiętnik transformacji. Zaczęłam więc! Na początku nie było Alicji, tylko postać dziewczyny, o której wiedziałam jedynie to, że jest kobietą mocy, a one nie poddają się tak łatwo (śmiech). A samo pisanie? Kocham pisać od zawsze! To jest mój żywioł, sposób wyrazu. Nie sądziłam jednak, że umiem napisać coś innego niż krótkie, poetyckie notki na pudełkach od zapałek. Okazało się, że życie właśnie po to postawiło mnie pod ścianą – żebym napisała ponad 200-stronicową książkę. Tytuł książki może wskazywać, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju przewodnikiem duchowo-psychologicznym. Dobrze zgaduję? O czym jest Twoja debiutancka książka? Zgadza się – to przewodnik po relacji z samą sobą w kontekście toksycznej relacji z mężczyzną. Jest źle, Alicja nie chce być częścią czegoś, od czego jest uzależniona, ale bez czego… nie może żyć. Zaczyna więc samą siebie rozkładać na czynniki pierwsze – uczucia, programy, schematy, przekonania. Dzieje się to przy pomocy metaforycznej i bajkowej oprawy Labiryntu. Na porządku dziennym są tam wyrastające z ziemi stoliki z herbatą, tajemnicze chatki w lesie albo plansze do gier. Dziewczyna spotyka na swojej drodze pomocników, rodziców, babcię, ukochanego, a nawet Anioła Stróża. W rzeczywistości jednak wszystko to jest tylko lustrem, w którym odbija się ona sama. Przechodzi więc przez proces uwolnienia. Czy jest to przewodnik? Tak. Bo każdy poprowadzi w tym Labiryncie do wyjścia… samego siebie (śmiech). Spotykam się od wielu lat z pojęciem “Self-love”. Nie rozumiałam go, nie wiedziałam “jak to się robi”, więc stworzyłam Labirynt, w którym pokochałam siebie i rozwinęłam temat “miłości od siebie do siebie”. Każdy będzie miał taką możliwość. Na początku książki jest miejsce, gdzie wpisujemy, z jakim problemem wchodzimy do środka. Do kogo kierujesz “Labirynt…”? Masz sprecyzowaną grupę odbiorców? Kto powinien sięgnąć po twoją książkę? Przepraszam panów, których uwielbiam (śmiech), ale zdecydowanie kieruję ją do kobiet. Do kobiet, które utknęły w toksycznych bądź niesatysfakcjonujących relacjach i czują, że chcą żyć inaczej, że chcą być szczęśliwe, ale nie wiedzą, co dalej. Do kobiet, które chcą zobaczyć, co to znaczy “miłość od siebie do siebie” i chcą ją budować. Do kobiet, które nie rozumieją, dlaczego mają za sobą wyłącznie nieudane relacje. Do kobiet, które pragną w końcu skoncentrować się na sobie. Do kobiet, które wszystko zaczynają od nowa. Do wrażliwych osób, które po prostu kochają metafory, psychologię, poezję i “Alicję w Krainie Czarów”. Do mężczyzn, którzy mają ochotę zajrzeć do naszego świata albo zrobić prezent swojej partnerce. Czy wyjście z labiryntu jest łatwe? I czy zawsze to, czego pragniemy jest dla nas faktycznie najlepsze? Wyjście z Labiryntu nie jest łatwe, bo nie jest łatwo spojrzeć prawdzie w oczy (śmiech). Alicja decyduje się spojrzeć sobie w oczy na najgłębszych poziomach podświadomości. Opisuje schematy, z których jest utkana, chodzi po wielkim polu minowym własnych przekonań. Ale wszystko polega właśnie na tym, że ona nie kroczy po tym polu z kosą i nie wycina swoich korzeni w pień, tylko z klasą rozbraja niedoskonałości, głaszcze je po głowie i tym samym wiele też musi wybaczyć. Daje sobie prawo czuć wszystko, co się tam wydarza, nie neguje tego i paradoksalnie rośnie w siłę. Czy zawsze to, czego pragniemy, jest dla nas najlepsze? Nie, z reguły jest zupełnie odwrotnie. Świetne pytanie, bo podsumowuje sedno książki. Po pierwsze często relacja, której pragniemy, boli nas najmocniej na świecie, bo wołamy i przyciągamy ją “od strony” tkwiących w nas schematów. W końcu każdy człowiek chce być kochany, a z jakiegoś powodu często trzymamy się ogromnego zranienia, więc najpierw musimy uzdrowić siebie i potem okazuje się, że… już nie chcemy tego związku. Po drugie zwykle życzymy sobie nie tyle spełnienia danego marzenia, ale mamy wyobrażenie o drodze, którą to spełnienie przyjdzie. Finalnie odbywa się to metodą, o jakiej nawet nie śnimy, że istnieje. Upieramy się więc często przy danym człowieku i danym sposobie realizacji celu, a gdy puścimy to wszystko, rzecz, na którą czekaliśmy stojąc w drzwiach, wpada do nas oknem (śmiech). Dlaczego wchodzimy do labiryntu? Dlaczego tak często gubimy się w swoim życiu? I co nas najczęściej, Twoim zdaniem, ogranicza w realizowaniu samego siebie, swoich marzeń i pragnień? Pisząc tę książkę, zrozumiałam, że ciągle wchodzimy w labirynty. Jeden się kończy, drugi zaczyna. I właśnie to jest najcenniejsze. Zauważyłam, że większość z nas, ja też, funkcjonuje od chwili do chwili, od zdarzenia do zdarzenia i to nazywamy szczęściem. No właśnie nie! To, co jest pomiędzy, stanowi prawdziwą tkankę życia. Ten Labirynt opisany w książce był dla Alicji zdecydowanie najtrudniejszy, teraz już pójdzie prościej (śmiech). Gubimy się w swoim życiu, bo z różnych powodów nie ufamy sobie, nie słuchamy własnych potrzeb. Ba! Nawet ich nie odkrywamy. A to z kolei wymaga odwagi. Robimy rzeczy wbrew sobie. Bo tak trzeba, bo tak zostaliśmy nauczeni, bo siebie stawiamy na ostatnim miejscu. Każdy byłby sfrustrowany. Ale, o ile dopuścimy do siebie jakikolwiek głos z wewnątrz, w końcu odzywa się bunt, a potem… przychodzą ogromne ilości gniewu. I dobrze! (śmiech). To moment, gdy zaczyna się walka o siebie. Ograniczamy się sami, ale mam tu na myśli bardzo często podświadomość i przewijające się w książce schematy oraz przekonania. Jak mamy być w szczęśliwym związku, skoro w podświadomości nosimy toksyczny wzór relacji? Powielamy coś, ale to nie jest nasza wina. Bardzo wiele osób jednak, zamiast działać, zostaje w roli ofiary. To pozycja poniekąd nobilitująca i wygodna, bo jesteśmy skrzywdzeni, współczuje się nam i… na tym się kończy. Książka pokazuje, że nie ma szczęścia i nieszczęścia w miłości. Sami kreujemy relacje, w pierwszej kolejności tę z samym sobą. Jak zbudować piękną i zdrową relację z samą sobą? Znasz jakąś skuteczną receptę? To bardzo ważne pytanie i Alicja przez całą drogę na nie odpowiada. Od czego powinnyśmy zacząć? Od dopuszczania do siebie własnych… emocji. W naszej kulturze złość jest słabością, płacz tym bardziej, a radość byłaby nawet super, ale szczęśliwym za bardzo też nie wolno być, bo ktoś pozazdrości i po co nam to? Własne emocje są dobre i piękne. To nasi pomocnicy, drogowskazy do zrozumienia siebie. Gniew może nam opowiedzieć o tym, że ktoś właśnie przekroczył nasze granice, a radość, że odkryłyśmy pasję i może czas za nią iść? Jeśli zaczniemy akceptować własne uczucia, to zaczniemy ich słuchać, a gdy zaczniemy ich słuchać, to zaczniemy poznawać siebie. To nie jest proste, ale warto. Gdy damy sobie prawo do przeżywania, to za chwilę zrozumiemy, że jesteśmy doskonale niedoskonałe i to jest w porządku. A jak już w swoich oczach staniemy się doskonale niedoskonałe, to będziemy potrafiły popełniać błędy. Rozpłaczemy się, pogłaszczemy po głowie i odpuścimy, a potem spróbujemy raz jeszcze. Gdy dajemy sobie prawo do bycia sobą, to w czasie kryzysu traktujemy siebie same jak ukochane dzieci – z czułością, natomiast w momencie, gdy trzeba podjąć męską decyzję – podejmujemy ją i mamy świadomość, że różnie to się może skończyć, bo takie jest życie. Ufamy sobie, więc i ryzykujemy. Relacja z samą sobą wiążę się z braniem odpowiedzialności za siebie, za własne uczucia, za przeszłość i za… tu i teraz. Jesteś szczęśliwa? Czujesz się kobietą spełnioną? Ta książka sprawia, że czuję się szczęśliwa. Jestem na początku drogi, która powoduje, że skaczę z radości. Wreszcie! Szczęśliwą jednak uczyni mnie zakończenie, którego jako pierwsza doświadcza Alicja, a które wykreowałam sobie w ostatnim rozdziale “Labiryntu…”. Czekam na materializację w mojej rzeczywistości i nie zdradzę, co to jest, tylko sprawdzę kto przeczytał książkę (śmiech). Na co dzień pracujesz z kobietami. Jak oceniasz współczesne Polki? Jakie jesteśmy w tej naszej codzienności? Ciężko mi jest generalizować, ale może powiem o tym, co jako pierwsze przychodzi mi na myśl. Kobiety w Polsce coraz mniej zadowalają się tym, co dostają i zaczynają sięgać po marzenia – nieważne, czy to się komuś podoba czy nie. Bardzo to cenię. Istnieje oczywiście grupa kobiet, które są nieszczęśliwe, ale nic z tym nie robią. Zawsze tak było i zawsze będzie. Ja w ostatnim czasie skupiam się i przebywam z kobietami, które nie tylko są przedsiębiorcze, rozwijają się, poprawiają jakość swojego życia, ale również wspierają się i inspirują. Doceniam mądrość Polek. Wśród kobiet mnóstwo jest zazdrości i podcinania sobie skrzydeł. Trzymam kciuki, żebyśmy umiały działać razem, bo to niezwykła moc. Jednocześnie w związku z Twoim pytaniem przychodzi mi do głowy stwierdzenie, które uważam za prawdziwe od lat: przyjaciół nie poznaje się w biedzie, ale zdecydowanie w szczęściu i sukcesach. Kocham świadome kobiety i uważam, że jest ich coraz więcej. O czym marzy Magdalena Walczak? Ale trudne pytanie (śmiech)! Marzę o tym, żeby moja książka dotarła do każdej kobiety na tym świecie, która jej potrzebuje. Marzę, by była konkretnym wsparciem i inspiracją, a jeśli trzeba – ratunkiem oraz nowym początkiem. Mamy również kilka chytrych pomysłów związanych z Alicją, ale o tym na razie cicho sza. I tak… marzę o tym, żeby ta dziewczyna zrewolucjonizowała moje życie – już to robi! (śmiech). Rozmawiała: Ilona Adamska *** Książkę można zamawiać w przedsprzedaży na stronie:
dlaczego nie mam szczęścia w miłości